Modenfer: 4 years!

Ohohoho! Dzisiaj mój mały modenferowy blog kończy cztery (!) lata! Niesamowite, jak szybko płynie czas w tak miłym towarzystwie, jak Wasze :-)

Nie będę się rozgadywać, bo czuję, że mogłabym uśpić Was długaśną opowieścią o tym, jak bardzo się cieszę, że jesteście tu ze mną. Po prostu, krótko i konkretnie powiem: DZIĘKUJĘ! 

Dziękuję za to, że jesteście, że mnie motywujecie, wywołujecie uśmiech, inspirujecie. Że cierpliwie czekacie, gdy na blogu zapada czasem "taka niezręczna cisza". Dziękuję Wam za każdy komentarz, mail i wirtualnie przybitą piątkę. 

Ślę Wam moc uścisków i mam nadzieję, że pozostaniecie tutaj do piątych urodzin bloga i jeszcze dłużej! :-)

Oh my! Today, my blog turns 4! That's really amazing how quickly the time can pass in such a good company :-)

I won't be chatty today, cause I feel that I could really spend hours telling you about how happy I am that you're here with me. So I will just simply say: THANK YOU!

Thank you for being here, for motivating me, for inspiring me and making me smile. For being patient when I have breaks with blogging. And thank you for every comment and every e-mail!

I send you 1001 hugs and I hope that you will stay here with me until my fifth blog anniversary, and even longer! :-)

Oh là là ! Aujourd'hui, mon blog fête son 4ème anniversaire ! C'est vraiment incroyable comme le temps passe vite en bonne compagnie :-)

Je ne serai pas bavarde aujourd'hui, parce que je sens que je pourrais passer des heures à vous raconter combien je suis heureuse que vous soyez ici avec moi. Je vais donc tout simplement dire: MERCI !

Je vous remercie d'être ici, de me motiver, de m'inspirer et de me faire sourire. Merci d'être patients quand il m'arrive de ne pas faire de posts pendant un bon moment. Et merci pour tous vos commentaires et e-mails !

Je vous envoie 1001 bisous et j'espère que vous allez rester ici avec moi jusqu'au 5ème anniversaire de mon blog, et même beaucoup plus longtemps ! :-)

Things I wish I knew before I started sewing

Ponieważ w lipcu minęły dwa lata, odkąd zagościła u mnie maszyna do szycia, postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma spostrzeżeniami. Może nie będą one zbyt przydatne dla tych z Was, którzy potrafią szyć, ale jeśli dopiero przymierzacie się do rozpoczęcia szyciowej przygody, mogą okazać się ciekawe :-)

Na wstępie dodam, że startując z maszyną byłam kompletnym żółtodziobem (nie, nie będę Was znowu zanudzać historią z odwrotnie ustawionym pedałem!) i zaczynałam z poziomu "mniej niż zero". Przez ostatnie dwa lata szyłam regularnie, ale nie non-stop: wiadomo, często brak czasu, czasem brak weny. Uszyłam jednak trochę ciuchów, w których da się chodzić (plus kilka, w których się nie da), stworzyłam niezliczoną ilość mniej lub bardziej nieskomplikowanych kosmetyczek i innych małych i większych toreb, wykonałam pokrowce na pufy i fotele, i tak dalej, i tak dalej. Przeróbek gotowych ubrań i produkowanych seryjnie poszewek na poduszki nawet nie liczę. Tak więc, działo się ;-) 

Okej, ale o jakich rzeczach wolałabym wiedzieć jeszcze zanim zaczęłam szyć?

Already two years had passed since I bought my sewing machine! So I decided to share with you a list of ten things that I wish I knew before I started sewing. It might not be so interesting for those of you who already know how to sew, but for all the beginners it might be useful :-)

When I started sewing, I really didn't know anything (yes, literally anything) about sewing and sewing machines. Over the last two years I've been sewing regularly, but not on a daily basis. You know, lack of time, sometimes lack of inspiration. But I made some clothes that I love wearing, sew loads of little bags and home decor, you know, like covers for armchairs or curtains. I don't even count a number of pillowcases that I made, or the clothes that I was able to alter thanks to my sewing machine. So yes, a lot can happen in two years of time!

Okay, but what are the things I wish I knew before I started to sew?

Cela fait deux ans (déjà !), depuis que j'ai acheté ma machine à coudre ! Alors, j'ai décidé de partager avec vous une liste des dix choses que j'aurais souhaité savoir avant de commencer à coudre. Ce ne sera peut-être pas d'une grande utilité pour les couturières confirmées, mais pour les débutantes mon post peut être utile :-)

Quand j'ai commencé à coudre, je ne savais strictement rien sur la couture. Au cours de ces deux dernières années, je n'ai pas cousu tous les jours, mais quand-même avec une certaine régularité. J'ai fait quelques vêtements vraiment réussis, des dizaines de sacs et pochettes, des couvertures pour les fauteuils, des rideaux. Et je ne compte même pas le nombre de taies d'oreillers que j'ai fait, et tous les vêtements que j'ai pu alterer grâce à ma machine. Alors oui, beaucoup de choses peuvent se faire en deux ans ! 

D'accord, mais quelles sont les choses que j'aurais voulu savoir avant de commencer à coudre ?

Little treasures, simple pleasures III

Hej! Jest kilka drobiazgów, które mnie cieszą, a nijak nie chciały się wpasować w żaden typ postów. Zebrałam je więc razem i przygotowałam modenferową mieszankę - a w niej perełki z targu starci, łup z wyprzedaży i inne śliczności…

Zacznijmy od talerzyków, które widzicie na pierwszym zdjęciu. Wyszukał je Olivier, za całe 50 centów za dwie sztuki, na pchlim targu. Nie wiem jak Wy, ale ja mam pewien problem: z jednej strony podobają mi się wszystkie urocze kubki, miski i im podobne, a z drugiej wiem, że moja kuchenna szafka ma bardzo ograniczoną pojemność. Nie mogłam się jednak oprzeć tym talerzom, a po przyjściu do domu okazało się, że pasują idealnie do kubków, które kilka lat temu dostaliśmy w prezencie :-)

Hello! There are some little things that I enjoyed lately, but they didn't fit into any regular category of my posts. So I decided to gather them all together and I prepared a little mix for you! You'll find here some of my vintage finds, something I bought during summer sales and other pretty things…

Let's start with the plates, the ones from the first photo right above. Olivier spotted them at the flea market for 50 cents (for both of them!). I usually don't buy plates, bowls and mugs since I always worry about the lack of space in our kitchen's cabinet. But this time, I just had to have them! And once at home, I discovered that they match perfectly two mugs that we got as a gift few years ago :-)

Salut ! Il y a des petites choses, objets ou trouvailles, que j'apprécie énormément, mais je ne savais pas dans quel type d'article je pourrais les partager avec vous. Alors, j'ai rassemblé le tout pour vous faire un petit mix, vous savez, un mélange des petites perles ! Vous y trouverez quelques objets dénichés lors de brocantes, mon coup de cœur des soldes d'été et plein d'autres jolies choses…

Commençons par les assiettes que vous voyez sur la première photo ! C'est Olivier qui les a trouvé lors d'une brocante, pour 50 centimes (pour les deux !). En général, j'essaie de ne pas acheter des assiettes, bols ou tasses, car même si j'adore tous ces petits objets, j'ai peur de manquer d'espace dans mes tiroirs dans la cuisine. Mais cette fois, je ne pouvais pas dire non ! Ces assiettes sont trop belles, et en plus, une fois à la maison, on a découvert qu'elles sont très similaires aux deux tasses que nous avons eu comme cadeau il y a quelques années :-)

Fashion Wednesday: Clouds

Cześć! Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o tym, dlaczego czasem warto uzbroić się w cierpliwość, gdy szukamy idealnych ciuchów :-) Czuję, że się rozgadam, więc przygotujcie sobie spory kubek ulubionej herbaty! 

Zestaw, który widzicie na zdjęciach, składa się z trzech blogowo-premierowych elementów: koszulki-giganta, sandałów i torby. Koszulkę wyszukała moja Mama. Jak wiadomo, niedaleko pada jabłko od jabłoni, więc moja miłość do nietypowych ubrań nie wzięła się znikąd ;-) Mama nie mogła oprzeć się urokowi dziwnego koszulkocosia i postanowiła go dla mnie kupić. To t-shirt, który mógłby być flagą, namiotem lub obrusem na świąteczny stół dla licznej rodziny. Ale cały jego urok tkwi w sznureczkach. Za niektóre z nich można pociągnąć, zwężając go i modyfikując kształt. Inne nie reagują na szarpnięcia, a pozostałe pozwalają, by za nie pociągąć, ale nie zmieniają wyglądu koszulki. Można się bawić godzinami :-) W tej koszulce biegam ostatnio najczęściej, bo jest wygodna, przewiewna i niezależnie od tego, czy była wyprasowana czy nie, zawsze wygląda na wymiętoloną (ogromny plus!). Nie udało mi się jednak rozgryźć zagadki górnych sznurków i wciąż nie wiem, czy mam je nosić z przodu czy z tyłu. Myślę jednak, że dzięki mojemu minimalistycznemu biustowi i tak nie byłoby widać różnicy. 

Sandały kupiłam w lutym i drżałam na myśl o pierwszych testowych spacerach gdy nareszcie zrobi się ciepło. Mam wybitnego pecha do sandałów. Szukam dobrych już ładnych kilka lat i dwa razy wydawało mi się, że je znalazłam. Najpierw były to skórzane sandały Dr. Martens (tak rozryły mi stopy po pierwszym spacerze, że do dziś mam po nich blizny, a wspomnienie odklejania od nich zakrwawionych stóp po powrocie do domu wywraca mi żołądek), później model z Zary (padł przy piątym czy szóstym wyjściu - paski rozkleiły się i wystrzeliły jak z katapulty, serio). Od czasu tamtych dwóch "nietrafionych ideałów" fakt, że "idą wyprzedaże, Marta szuka sandałów" stał się u nas copółroczną tradycją. Po testach wydaje mi się, że Vagabondy zakończyły moje poszukiwania :-)

I jeszcze torba. Jakiś czas temu natknęłam się w sklepie na dwupak bandan w zawrotnej cenie 1,99 euro i po pierwszym dotknięciu wiedziałam, że nadadzą się na solidną torbę. Dlaczego? Dlatego, że były uszyte z tak grubej i sztywnej bawełny, że jakakolwiek próba zawiązania ich pod szyją mogłaby skończyć się poderżnięciem sobie gardła ;-) Paski torby uszyłam z nogawki jeansów, które sto lat temu przerobiłam na szorty (o, a tu wpis z zestawem). Nie myślcie jednak, że przy tak prostym projekcie jak bawełniana torba nie można się niczego nauczyć! Ja na przykład nauczyłam się, żeby nie szyć w nocy, po mocno męczącym dniu. Bo niby projekt łatwy, szwy proste jak drut, a chwila nieuwagi i do torby przyszyty jest palec. Tylko trochę przyszyty, ale co się napiszczałam, to moje (i sąsiadów).

Uff, okej! Herbata skończona? Nie usnęliście? To zostawiam Was z resztą zdjęć i lecę :-) Buziaki!

Hello! Today I would like to tell you why sometimes it's good to be patient when looking for perfect clothes :-) I feel I can be quite chatty today, so prepare yourself a nice cup of your favorite tea! 

The outfit that you can see today has three new elements: a giant tee, a pair of sandals and a bag. I got this tee from my Mom. As you know, she loves uncommon clothes and so do I! She bought this T-shirt for me because she found it strange and funny. It's really huge (could be a tent if needed!) and has many little strings. I can pull some of them to change the shape of this T-shirt, some of them are decorative and won't move, and other ones don't change the tee's shape if you pull them. That's really funny :-) I've been wearing this tee all the time lately, since it's comfy and perfect for hot weather. But I still didn't figure out if the strings around neckline should be worn on the front or on the back of the tee ;-)

As for the sandals, I bought them back in February and I couldn't wait to try them when it will at last get warm. I'm really unlucky when it comes to sandals. I've been searching for a perfect pair for years and already twice thought that I found it. At first I bought a pair of Dr. Martens sandals few years ago, and they made my feet bleed in the most disgusting way (after one short walk only!). Then, I bought a pair of leather Zara sandals, and their straps broke when I had them on for, like, fifth or sixth time. Since then, the fact that "the sales are starting, Marta is going to search for sandals" became a kind of tradition in our family. For now I think that my new little Vagabond sandals are as close to the perfection as they possibly can be :-)

And the bag. I had a chance to buy two bandanas for 1.99€ and I knew that they'll be perfect to sew a bag. Why? Because they were so stiff, that no one could ever wear them tied around their neck, it could be dangerous! ;-) I made this bag and added straps made of some jeans leftovers I had after making a pair of shorts ages ago (oh, here you can see an OOTD post where I wear them). Sewing this bag was really quick and easy but I cannot say that I didn't learn anything! For example, I learned that I shouldn't sew late at night, when I'm really tired. Because I stitched one of my fingers to the bag. Luckily, I didn't hurt myself too much.

Whew, okay! You've finished your tea? You didn't fall asleep? So I'll leave you with the rest of the photos :-) Hugs!

Salut ! Aujourd'hui, je voudrais vous raconter pourquoi c'est bon d'être patient quand on recherche des vêtements parfaits :-) Je peux être un peu bavarde, alors préparez-vous une tasse de votre thé préféré !

Dans la tenue que vous voyez aujourd'hui, il y a trois éléments qui apparaissent sur mon blog pour la première fois: un tee-shirt géant, une paire de sandales et un sac DIY. Ce tee-shirt, c'est un cadeau de ma Maman. Comme vous le savez déjà, ma Maman aime les vêtements originaux et je tiens ça d'elle ! Alors, elle a acheté ce haut pour moi car elle le trouvait unique et drôle. Il est vraiment énorme (peut servir de tente si nécessaire !) et a de nombreuses petites lanières. On peut tirer sur certaines de ces lanières pour modifier la forme du tee-shirt, mais d'autres d'entre elles ne bougent pas, et certaines se laissent tirer, mais n'ont aucun effet sur le vêtement. C'est super drôle :-) J'adore porter ce haut quand il fait chaud, car il est confortable et tout léger ! Mais je ne sais toujours pas si les lanières qui sont autour du décolleté ne devraient pas être portées au dos du tee-shirt ;-)

En ce qui concerne les sandales, je les ai acheté en février et j'avais hâte de les tester quand il ferait beau. En général, je n'ai pas de chance quand il s'agit de sandales. Je cherchais une paire parfaite depuis des années et je me suis déjà faite avoir à deux reprises. Une fois, j'ai acheté une paire de sandales Dr. Martens et elle m'ont littéralement charcutées les pieds. D'ailleurs, j'ai toujours les cicatrices. Puis, j'ai acheté une paire de sandales en cuir de chez Zara et leur lanières ont sautées après cinq ou six petites balades. Depuis, le fait que "les soldes arrivent, Marta va chercher des sandales" est devenu une sorte de tradition familiale. Pour l'instant, mes sandales Vagabond ont l'air parfaites et j'espère qu'elles se montreront résistantes :-)

Ah, et le sac ! J'ai acheté un pack de deux bandanas pour seulement 1.99€ et je savais que je voulais les transformer en sac. Pourquoi ? Parce que le coton était si raide, que personne n'aurait jamais pu porter ces bandanas autour du cou, par peur de se trancher la gorge ! ;-) Je fis ce sac en toute simplicité et j'ai fabriqué les sangles avec des chutes de jeans qui me restaient après avoir fait une paire de shorts il y a bien longtemps (ici vous pouvez voir le short en question dans un post OOTD). C'était un projet de couture bien simplissime, mais j'ai quand-même appris quelque chose d'important: que je ne devrais jamais coudre tard dans la nuit, quand je suis fatiguée. Parce que je me suis cousue un bout de doigt au sac. Heureusement, je ne me suis pas trop blessée, mais j'ai eu sérieusement peur.

Ouf, okay ! Vous avez terminé votre thé ? Vous n'êtes toujours pas endormi ? Alors je vais vous laisser avec le reste des photos :-) Bises !